Gęsi, gęsi... i po gęsiach
Powiem szczerze: czuję pewien niedosyt. Może zbyt wiele obiecywałem sobie po tegorocznych gęsiowych przelotach, a zjawisko trwało wyjątkowo krótko. Tak na dobrą sprawę, to znaczenie właściwie miały dwa drugie tygodnie marca. Ptaki wyjątkowo intensywnie pojawiły się, ale i tak samo szybko odleciały na północ i wschód. W tamtym roku pierwsze stado fotografowałem 16 lutego, a ostatnie w długi weekend majowy. Oczywiście nie jest tak, że gęsi już wcale nie ma. Ależ są i będziemy je jeszcze spotykać przez cały kwiecień, ale aura w tym roku spłatała nam śnieżnego figla i moja opinia jest taka, że klucze zrobiły przystanek posilający, zanim dotarły nad zamarzniętą i ośnieżoną Biebrzę. Skąd one wiedziały, że tam jest gruba pokrywa śniegu i oziminy nie wyrastają ponad biały puch. W pierwszych tygodniach marca znajomi donosili mi o stadach spotykanych na polach położonych bardziej na południe, czyli właśnie koło Ostrołęki, Przasnysza czy Mławy. Mniemam, że główny okres żerowania odbył się właśnie w pasie pomiędzy Warszawą i Pomorzem. Wszędzie indziej śnieg zawalił wszystko szczególnie intensywnie.
Po wykorzystaniu tego okresu ptaki ruszyły w daleką podróż. Stąd przelot w powietrzu był wyjątkowo intensywny, klucze śmigały nad moim domem jeden za drugim, ale stada nie siadały nad Biebrzą, albo jeśli już, to na krótkie uzupełnienie energii. Co mnie upoważnia do takiej tezy, otóż sprawdzałem coroczne, pewne miejscówki i stąd lekkie rozczarowanie. Gęsi nie było i nawet miejscowi, którzy zazwyczaj mają skłonność do przesady, w tym roku, po zastanowieniu się stwierdzali, że ptaki i owszem lecą, ale wielkie ilości nie siadają. Oczywiście nie podzielą tej opinii ci, którym wielotysięczne stado wymłóciło całą oziminę. Takie akcje też obserwowałem, ale w porównaniu z poprzednim rokiem, to były rzadkie wydarzenia. Zawiodło Zabiele, Krzecze, Włochówka, okolice Grądów Woniecko, Bronowo, Brzostowo – no tu przynamniej spore stado zimowało. Ale puchy były też w Dolistowie, Łojach, Karpowiczach, Dawidowiźnie, czy nawet na ulubionej górce pod Goniądzem, gdzie co roku zawsze było pewne kilka odpoczywających kluczy. Były też i bardzo pozytywne miejsca na mapie np: Mścichy i Karwowo, okolice Radziłowa, Klimaszewnica, i tradycyjnie gęgawowy Burzyn, Kurpiki oraz nowe odkrycie koło Moniek.
A może ja akurat nie miałem szczęścia?! Pewnie wiele osób, które spotkało w tym roku gęsi na swej drodze, nie zgodzi się ze mną, ale takie jest jednak moje wrażenie. Trochę zdjęć mimo wszystko udało mi się zrobić i część ich zamieszczam. Mile za to rozczarowują żurawie, których jest z roku na rok więcej. Było też sporo wszędobylskich rudzielców, generalnie lis spowszedniał i widać, ze populacja rośnie w siłę.
Czekając na „pewne” stada białoczółek i zbożówek w Kzeczach, miałem okazję poobserwować tańczące bieliki. Pierwszy raz widziałem takie zgrupowanie. Raz na niebie w kadrze miałem pięć sztuk, ale to kiepskie zdjęcie, dlatego zamieszczam „czterosztukowe”. Żarcia tam dla bielików oporowo. Świstuny i rożeńce mają tam niezłe party i tak są zakręcone, że chyba nie zauważają, jak co jakiś czas jednego ubywa. Poznałem za to przemiłych gospodarzy w Krzeczach, których pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za jajka, którymi mnie, deptacza łąkowego obdarowali. Teraz gdy to piszę, jest drugi dzień kwietnia i pogoda od kilku dni się pozytywnie rozszalała, a ma być jeszcze lepiej. Może więc jeszcze nie jest „po ptakach” i gęsiowe wrażenia jeszcze przed nami?
P.S. – Miałem krótkie wystąpienie na Wszechnicy i chodzą słuchy, że nie było tak źle, chociaż stracha miałem nieziemskiego. Wszystkim serdecznie dziękuję za miłe przyjęcie i że dotrwali do końca.
P.S.2 – To dopiero początek wiosny, wiele ptaków już się zameldowało, ale wiele jeszcze doleci. Już listę podpisują bataliony, siewki, kuliki, rycyki itd. Wiosna wybucha z całą mocą, na Grądach trzeba zatykać uszy, taki jazgot. Pozdrawiam wiosennie.